niedziela, 19 czerwca 2011

Solanum Rantonnetii / Psianka / Szafirowa burza

          Swego czasu miałam okazję pracować w szklarni w Holandii. Firma, w której pracowałam specjalizowała się w uprawie m.in. Solanum rantonnetii. Jako, że była ze mnie poczciwa pracownica dostałam na odchodne owe kwiaty a raczej drzewka i tak oto stałam się szczęśliwą posiadaczką szafirowej burzy.



         Charakterystykę tych roślin nie trudno znaleźć w internecie, mimo tego dodam swoje 3 grosze.

Wygląd – bardzo ładny :)

Pokrój – może być krzaczasty lub w formie drzewka

Kwiaty – fioletowe z żółtym środkiem

 

 
Kwitnienie – od wiosny do jesieni, moje kwitną praktycznie od momentu, gdy wyniosę je z piwnicy (początkowo do domu) i zacznę regularnie podlewać do chwili, gdy je z powrotem tam chowam i zaczynam ograniczać podlewanie

Rozmnażanie –obcinając pędy boczne przy okazji mam gotowe sadzonki. Sadzonki długości około 6-7 cm mają usunięte niższe liście. Następnie zanurzam w preparacie do ukorzeniania i wkładam do otworu w ziemi, potem wystarczy podlać i założyć worek, słoik etc. – sadzonki potrzebują dużej wilgotności powietrza. Codziennie należy na chwilę odkryć roślinkę, ale nie za długo, bo zwiędnie. Doniczkę ustawiam na oknie od strony północnej. Ukorzenianie trwa około 4-6 tygodni






Uprawa

Stanowisko – słoneczne, widoczne dla sąsiadów ;)

Wymagania wodne – w okresie kwitnienia bardzo duże, należy codziennie podlewać. Zimą należy ograniczyć ilość wody. Podlewać tak, aby nie było za mokro, bo to sprzyja rozwojowi chorób grzybowych, ale też nie zasuszyć (co niestety mi się zdarzyło)

Wymagania pokarmowe – bardzo duże. Chcąc mieć pięknie kwitnący okaz należy co 3 dzień podlewać nawozem wieloskładnikowym, ja w tym roku zastosowałam nawóz o przedłużonym działaniu, który dawkuje się raz na 6 miesięcy

                            


Przycinanie –wykonuję przez cały okres kwitnienia formując koronę. Przycięty pęd boczny rozkrzewia się, a co za tym idzie zawiązuje się więcej kwiatów. Dodatkowo po każdym przezimowaniu przycinam solidnie koronę. Skracam pędy nie używając narzędzi a używając paznokci. Czynię tak, gdyż mając kilka roślin i stosując te same narzędzia istnieje ryzyko przenoszenia chorób




Mrozoodporność – psianka wytrzymuje temp. do –3 ̊C, czyli w naszym kraju nie ma szans na przezimowanie na zewnątrz. Swoje rośliny zimą przechowuję w widnej piwnicy, gdzie temp. powietrza nie przekracza +7 ̊C





         W tym roku moja szafirowa burza narazie ma więcej liści niż kwiatów, ale mam nadzieję że to się zmieni !! 

 

poniedziałek, 9 maja 2011

Secesyjne krzesła

         Około 1,5 roku temu stałam się szczęśliwą posiadaczką dwóch secesyjnych krzeseł i szafki. Może zacznę od tego, że pewnego razu jechałam sobie z zamiarem nabycia szafy. Szafa może i piękna, ale nie za te pieniądze, jakich żądał właściciel, zważywszy na to, że korniki było słychać już na klatce schodowej. Nie chcąc wracać z niczym postanowiłam nabyć małą szafkę i owe krzesła. Stan krzeseł jako tako nie był zły, ale kolor a tym bardziej lakier(!) no i też tapicerka nie przemawiały za tym, aby je wstawić do pokoju. Tak, więc powędrowały do warsztatu.
         A tu przeszły najpierw usuwanie lakieru. Wróć! Najpierw odleżały swoje (albo i odstały) , potem przeszły usuwanie lakieru, potem znowu odleżały znaczy sie odstały, aż w końcu przyszła kolej na szlifowanie. Będąc niechętna do stosowania machin elektrycznych czyniłam to ręcznie. Szlifowanie to chyba najgorszy etap no przynajmniej dla mnie :) Za to woskowanie wręcz przeciwnie, uwielbiam zapach wosku mogłabym woskować w nieskończoność. Po tych zabiegach zabrałam się za siedzenia. W mych myślach pojawiało się połączenie brązu i szarości, dlatego zdecydowałam się na len, naturalny surowy len, wykończony ozdobnym sznurkiem.

Teraz pozostaje tylko znaleźć dla nich widoczne miejsce w chałupie... a może sprzedać?! Sama nie wiem.







Krzesła miały parę ubytków w drewnie, które zaszpachlowałam, a w przybliżeniu wygląda to właśnie tak jak na zdjęciu poniżej.



         Nie będę ukrywać, że nie inspirowałam się pracami pewnych zdolnych Pań, które w tej chwili pozdrawiam, jeśli kiedyś tu zajrzą :)

wtorek, 3 maja 2011

Kabaret

          Właśnie wróciłam ze wsi do miasta, czyli z miejscowości mego lubego do mojej. Pogoda w majówkę szału nie zrobiła, ale za to ja zrobiłam szalenie udany zakup... Mały kabaret, a raczej sama podstawa, bo niestety nie posiada buteleczek. Ale za to sygnowany – christofle ! O!

          Mała rzecz a cieszy. Mam nadzieję, że podczas moich kolejnych zakupów uda mi się skompletować pojemniki. Trochę go podrasowałam no i prezentuje się tak jak na poniższych zdjęciach.






         Nie byłabym sobą gdybym nie dodała, że zastawa stołowa tej francuskiej manufaktury użytkowana jest na najwytworniejszych stołach od ponad 170 lat :)






sobota, 23 kwietnia 2011

Początkowo

          Tak się złożyło, że Wielkanoc 2011 zapoczątkuje tego bloga. A skoro święta to nie wypada nie wstawić zdjęcią z tym faktem związanego.



          Wesołego Jajka!